Garmin ultra race 2020
GUR MYŚLENICE 2020
Relacja z biegu górskiego Garmin Ultra Race 13 km Myślenice 2020


Skąd pomysł na start w zawodach Garmin Ultra Race Myślenice 2020?

Od pewnego czasu bieganie po górach staje się coraz bardziej popularne, a kalendarze biegowe są wypełnione datami tego typu imprez. Jest to świetnego rodzaju odskocznia od standardowego biegania po parku, bieg jest mniej monotonny i nie nudzi, natomiast stanowi większe wyzwanie, jeżeli chodzi o siłę i wytrzymałość. Bardzo lubię trekkingowe przeprawy przez góry, a mieszkając godzinę drogi od Beskidów, korzystam z ich uroku w miarę często. Naturalne zatem było, że moje zamiłowanie do biegania popchnie mnie do spróbowania swoich sił w tego typu zawodach.

Wybór padł na imprezę Garmin Ultra Race Myślenice na dystansie 13 km, która pierwotnie planowana była na Maj 2020. Niestety z wiadomych wszystkim przyczyn, biegi zostały przeniesione i z tego też powodu GUR Myślenice odbył się w tym roku w weekend 1 i 2 Sierpnia (odpowiednio dystanse 54 km dnia pierwszego, oraz 27 km i 13 km dnia drugiego).


Przygotowania

Każdemu biegaczowi w tym roku plany startowe się nieco pokomplikowały i nie inaczej było w moim przypadku. Bardzo ucieszyłem się na wiadomość, że GUR Myślenice się jednak odbędzie jeszcze w bieżącym roku. Jakieś 8 tygodni temu rozpocząłem swoje przygotowania do pierwszego w życiu startu w maratonie na Silesia Maraton 2020, poprzeplatanym luźnymi rozbieganiami po górach, w rejonach Brennej, Wisły i Szczyrku, więc sam start w Garmin Ultra Race Myślenice potraktowałem jako sprawdzian siły charakteru i zdobycie nowych doświadczeń. Poza kilkoma biegami po górach kilka treningów podbiegów w pobliskim parku również miało miejsce.


Trasa i klimat zawodów

Jak wspominałem wcześniej, bieg został podzielony na 3 osobne starty. 1 Sierpnia startowała ekipa Ultra 54 km, natomiast bieg na 27 km odbył się w niedzielę rano i zaraz po zakończeniu na starcie przed godziną 17:00 ustawiali się uczestnicy biegu na dystansie 13 km. Pogoda została wcześniej zamówiona i dopisała w pełni, w postaci bardzo słonecznego dnia, a temperatura dobijała miejscami do 30 stopni. Sama trasa wiodła głównie pieszym szlakiem i wysokie drzewa dawały możliwość schronienia się przed słońcem. Jak dla debiutanta, pierwsze 300 m mocnego podbiegu okazało się zabójcze, przez co poprawny oddech normował się przez jakieś pierwsze dwa kilometry.

Później było już tylko lepiej, zróżnicowany teren, trochę żwiru, kilka odcinków po asfalcie, kamienie i piach, a na koniec spory zbieg między drzewami gdzie trzeba było uważać na wystające korzenie. Klimat imprezy był bardzo pozytywny, uczestnicy to z reguły pasjonaci, także uczestnictwo z ludźmi o tych samych zainteresowaniach w jednej imprezie, jest bardzo przyjemnym doświadczeniem, podobnie zresztą jak większość imprez sportowych. Była nawet okazja zamienić kilka zdań z uczestnikami podczas mocniejszych podejść pod górę oraz uzyskać cenną informację od bardziej doświadczonych biegaczy. Jedyne czego mi zabrakło na trasie to być może fakt, że nie było za wiele do zobaczenia, jeżeli chodzi o widoki, no ale w końcu to mają być zawody, a nie zwiedzanie :)


Organizacja

Organizatorzy imprezy spisali się na medal. Na miejscu dostępne były trzy parkingi i pomimo tłumów zjeżdżających na niedzielny relaks nad rzeką, bez problemu można było znaleźć miejsce postojowe. Uwzględniając obecną sytuację w kraju i na świecie, odbiór pakietów startowych odbywał się bardzo profesjonalnie z zachowaniem odstępów, i nakazem zakrywania ust i nosa, a sami uczestnicy potrafili się zastosować i utrzymać odstęp. Start odbywał się dwójkami pod kontrolą organizatorów. Czasowo było bardzo punktualnie, a zapowiedziany punkt odżywczy dzielnie dbał o uczestników biegu, sam niestety nie korzystałem, ale to z uwagi na to, że lubię się sam we wszystko zaopatrzyć na każdy bieg. Zapisując się na zawody, można było wybrać jeden z trzech pakietów startowych. Obecnie nie pamiętam, co dokładnie było w pozostałych, natomiast dla siebie wybrałem pakiet standard, w którym znalazła się koszulka w wybranym rozmiarze, kubek z logiem, torba na zakupy, napoje, medal na mecie i coś na ząb, oraz słodki poczęstunek na otarcie łez po biegowym trudzie.


Podsumowanie

Wspaniałe doświadczenie i pomimo słabego czasu, apetyt na więcej tego typu startów wzrósł. Jest to zdecydowanie inny rodzaj wysiłku niż te, z którymi miałem do czynienia do tej pory. Celem było zmieścić się w limicie dwóch godzin i rzutem na taśmę udało się ukończyć bieg 20 minut przed czasem, ustawiając się gdzieś na końcu listy zawodników :)

Na razie wracam do przygotowań do maratonu, który odbędzie się w Październiku, ale już powoli rozglądam się nad następnym startem w podobnej imprezie zaraz po ukończeniu królewskiego dystansu.